Omiń nawigację
ukryj

O co chodzi?

Wyszukaj informacje i uzupełnij wybrane pola.

Skorzystaj z własnej wiedzy, poszukaj w książkach lub w internecie.

Sprawdź, czy informacje już uzupełnione są poprawne.

Pamiętaj o podaniu źródeł.

Grodzisko wczesnośredniowieczne

Nazwa zwyczajowa: "Barbara"

sprawdzony
help
zamknij

Oznaczenie stanu

  • Sprawdzony
    Dane częściowo zweryfikowane; wymagają dopracowania.
Zabytek dodany społecznościowo
uzupełnij Lokalizacja:

Kłecko, gmina Kłecko, powiat gnieźnieński, województwo wielkopolskie

Ignacego Paderewskiego

zobacz

Data powstania:
Mini-przewodnik

Opis

uzupełnij

Kłecki gród nie był zwykłym czołem opola. Bronił raczej - dzięki swemu strategicznemu położeniu - dostępu do ośrodka zorganizowanego już wtedy w rodzaj państwa - plemienia Polan. Tym się tłumaczy fakt pobudowania tu grodu, stanowiącego jeden z kluczy w systemie obronnym tego terytorium.

Później, gdy Gniezno było jedną z głównych siedzib książąt i królów polskich, stały przypuszczalnie w Kłecku załogi książęce, gdyż już z początku XI w. wiemy o istnieniu tu kościoła, którego patronami byli przez długi czas królowie. 

Znaczeniu strategicznemu Kłecka dowodzi również okoliczność rychłego pobudowania tu murowanego zamku. Kłecko straciło dopiero swoją wartość z chwilą ostatecznego przesunięcia się ośrodka państwowego do Krakowa.

Ciekawostki, legendy, anegdoty

O założeniu Kłecka

Najzdolniejszy i najbardziej zaufany rycerz Lecha przezwiskiem Wełna, z racji gęstej czupryny, został posądzony o uwiedzenie najmłodszej książęcej córki imieniem Czeszka, nazwanej na cześć książęcego brata, który władał na południu. Cały dwór wraz z Lechem i sędziami musiał zatem publicznie rozważyć zarzuty wysunięte przez skandynawskiego najemnika imieniem Harbo, pana opola Heby, pod którym służyło dziesięć setek wikingów. Oszczerca wiedział, że zgodnie z lechowym prawem za czyn ten był tylko jeden wyrok - śmierć, a Harbo bardzo chciał zająć miejsce Wełny i przewodzić książęcym wojskom, aby później wszcząć bunt i zgładzić samego Lecha przejmując władzę.

Książę jednak miłujący rycerza Wełnę jak własnego syna uniknąć pragnął dla niego srogiej kary jeśli sędziowie przekupnymi by się okazali, poradził się więc starszyźnie jak uchronić młodzieńca. Najmędrszy na wiecu orzekł: - Rycerzu Wełno ze Sznurników, ceniąc twoje męstwo, sławę i wierność księciu, dla którego jesteś jak pierworodny, i który wstawił się za tobą abyś śmierci uniknął, bo pradawnym zwyczajem gdy idzie o zarzuty zhańbienia książęcej krwi nawet monarcha traci prawo łaski, zatem my, starszyzna, wyznaczamy ci próbę, której zwykły śmiertelnik podołać nie może. Jeśli pragniesz życie zachować musisz w ciągu trzech dni wykonać, co następuje: uciekać stąd jeszcze dziś w kłobie* bez konia na własnych nogach, a gdy ci już tchu i sił zabraknie, w miejscu, gdzie z wycieńczenia padniesz, zrobić masz warowną kleć**. Jeśli w klećku się obronisz przed najazdem ludzi Harbo, jeśli jakimś cudem powierzone zadanie wykonasz, znaczy to, że nie tylko życie oszczędzisz, ale że i pod skrzydłami opatrzności jesteś, więc do łask i drużyny książęcej jako dowódca przywrócony z honorami będziesz, bowiem prawda i sprawiedliwość przy tobie zostaną.

We dworze poruszenie, krzyczeć i podnosić larum zaczęli zazdrośnicy, którzy z Harbo spisek uknuli, choć sam Harbo milczał ciesząc się, że żaden człowiek wszak podobnej rzeczy dokonać nie może nawet, gdyby miał dwa tysiące ludzi do pomocy. Głosy oburzenia, że nie wykona się egzekucji od razu na Wełnie nie ustawały, aż przemówił sam książę Lech: - Uciszcie się wszyscy, jeśli nie chcecie podzielić losu oskarżonego rycerza Wełny. 

Wtem odezwał się jeden z wojów książęcych: - Panie mój, ręczę za Wełnę życiem własnym, jeśli mąż tak zacny i prawy ma ponieść śmierć za oszczerstwa rzucone przez najemnego psa, pozwól i mnie oraz ludziom moim, wszystkim rodowcom, podzielić tę samą przyszłość. Wełna bowiem z naszego rodu Sznurników jest, co od pokoleń najlepsze sznury wyplatają gdy czasu wojny nie ma, więc jeśli ginąć mamy to wszyscy razem, tym bardziej, że nie godzi się, aby sam jeden przeciwko tysiącu stawał do boju.

Zdziwił się Lech na odwagę rodu rycerza Wełny, a było ich razem ze trzystu tęgich wojów, i przystał na propozycję rad może, że cud jakiś się jednak wydarzy, bo w otwartym polu walcząc szans wielkich na zwycięstwo z wikingami nie mieli.

Po zakuciu Wełny w kłobę kazano mu uciekać oraz zabroniono pod karą śmierci, aby jakikolwiek z jego pobratymców mu pomagał w drodze do czasu, aż zemdlony padnie. Wiele mil jednak rycerz Wełna nie uszedł i wycieńczony upadł w pobliżu rzeki między jeziorami i mokradłami, przy prastarym szlaku, znanym jeszcze z czasów handlu bursztynem. Gdy zemdlony i ledwo żyw leżał na ziemi zapadał już zmrok, kompani rycerza w tym czasie rozkuli go, przykryli szatami i rozpalili ognisko, rozkubłaczyli konie objuczone narzędziami oraz długimi sznurami, które zabrali z sobą, a które stanowiły ich cały dobytek oprócz mieczy, tarcz i włóczni. Rycerz Wełna spał nieprzytomny jak kamień, a wojowie jego lękali się o własne życie, bo zewsząd dochodzić zaczęły przeraźliwe głosy niby duchów lub zjaw, puszcza co jakiś czas jęczała, a drzewa same skręcały się i padały z hukiem wzbudzając strach i popłoch wśród dzielnych wojów, którzy dotąd niczego podobnego w życiu nie widzieli i nie słyszeli.

Jakież było ich zdumienie, gdy nastał świt i wyszło słońce. Jakaż wielka radość. Dookoła leżało pełno powalonych pni, z których można było budować warownię. Niektórzy z wojów padli na kolana i zaczęli się modlić, bo zaiste musiał to być cud, działanie sił nadprzyrodzonych. Tylko przytomny rycerz Wełna sprawę zbadał i znalazł winnych całego zdarzenia – w nocy tyle drzew naścinały bobry, których widocznie w okolicznym musi być bardzo wiele. I tak rozpoczęła się współpraca między ludźmi i bobrami trwająca trzy doby – w dzień Wełna i jego drużyna kleciła warownię wykorzystując drewno i sznury oraz przygotowywała się na nieuchronny atak Harba, a gdy w nocy spała lub odpoczywała przy warcie, bobry ciężko pracowały. W ostatni, trzeci dzień na najwyższym wzniesieniu stanęła ukończona, okazała forteca, którą dookoła oblewały wody jeziora i rzeki.

Szpiedzy dworscy zdążyli już donieść Lechowi gdzie rycerz Wełna jest, i gdzie rozbił obronny obóz, więc cały dwór gapiów wraz z księciem przybył konno na klećko, jak je wtedy pogardliwie nazwano, aby zobaczyć honorową bitwę z Harbo i jego zbrojnymi. Po drodze wielu śmiało się i szydziło jak takie klećki postawione w trzy dni mogą wyglądać.

Drwina i kpina z ich ust zniknęły, gdy ukazało się im całe klećko - warownia wysoka z drewna sosnowego, obwiedziona palisadą wysoką, na którą ludzie Harbo nawet drabin nie mieli, a wszystko oblane wodą, tylko mostem można było dostać się do środka, wokół bowiem mokradła, zdradziecka rzeka, w której już wiele koni się z jeźdźcami potopiło, choć wygląd ma niepozorny oraz jeziora przepastne, po których bez wielkich łodzi nie było mowy o przeprawie.

Zdziwił się Lech wjeżdżając do klećka wybudowanego przez rycerza Wełnę i jego rodowców. Był to znak niebiański dla wszystkich, że garstka ludzi takiej budowli samodzielnie wznieść nie mogła. Szpiedzy książęcy donieśli Lechowi również o szykowanym spisku przez Harbo dając na to niezbite dowody, tym samym mądry Lech zgotował najemnemu zdrajcy podobny los – kazał zakuć go w kłobę i uciekać, lecz padł biedak pod Kłeckiem pół mili zaledwie uszedłszy, a miejsce w którym wyzionął ducha nazwano Harbowo, z czasem pisząc Charbowo, aby ślad zdrajcy zatrzeć. Część wikingów wróciła do siebie, część osiadła pod Kłeckiem prosząc księcia o możliwość zamieszkania i służenia mu dalej pod komendą Wełny. Książę przystał na to dając nazwę nowej osadzie na Wilkowyjcy, aby gdy raz jeszcze zdradę szykować chcieliby wilkom rzuceni na pożarcie będą.

Lech widząc, że Wełna mądrym gospodarzem jest i wielkie poważanie posiada, dał mu w dziedziczne władanie Kłecko wraz z okolicą czyniąc go komesem. Dał mu również księżniczkę Czeszkę za żonę. Miejsce, gdzie wyprawiono wesele przezwano Czechami na pamiątkę zaślubin, miesięcznej zabawy i ucztowania, aż tak, że nawet część dworzan brata Lecha, księcia Czecha, który osobiście przybył, osiadło na stałe pod Kłeckiem znajdując tutaj szczęście. Potomkowie ich później dzielnie walczyli ze swoimi współbraćmi, gdy książę Brzetysław Czeski najechał Kłecko po śmierci króla Bolesława Chrobrego.

Od tamtych lechowych dni wzgórze po klećku, na którym warownię wzniesiono, zwano już Kleckiem lub Kłeckiem. Także na chwałę rycerza Wełny i jego wieczną pamięć nazwano Wełną lub Małą Wełną rzekę, która przez miasto przepływa. Inni powiadają, że Małą Wełną nazwano rzekę w Kłecku na cześć pierworodnego syna rycerza, który kropla w kroplę do ojca był podobny.

Lech często odwiedzał Kłecko i swoje wnuki, polował w okolicy, wydał jednakże rozkaz, aby nie zabijać nigdy więcej bobrów, które po dziś dzień cieszą się wśród kłecczan wielkim szacunkiem i sympatią, bo ludziom piękne miasto pomogły wznieść.

Są i historie o bajkowych skarbach Wełny i Lecha w Kłecku ukrytych, ale nie czas i miejsce, aby o tym prawić.

                                                                                                                                                     Dawid Jung

*) Kłoba - rodzaj dybów z pnia nakładany na ramiona.
**) Kleć - dawniej małe pomieszczenie, budynek wznoszony na szybko, stąd klecić.


Źródło:

LEGENDY PIASTOWSKIEJ KORONY


O kłeckim ludwisarzyku Janie

Zdarzyło się razu pewnego, że młodzieniec Jan, piękny i mądry, w którego rodzie ludwisarstwo było tradycją od trzech pokoleń, zakochał się w Annie, córce starosty. Chłopiec, choć z porządnej, mieszczańskiej rodziny, uznania u państwa starostwa nie znalazł, tylko połajankę i kpinę. Zakochani jednak co noc spotykali się na miłosnych wyznaniach i pieszczotach. Kłecko huczało od plotek zazdrośników, głównie od ubożuchnej szlachty z przedmieść, która codziennie po sumie w szynku na rynku „Pod bitym Szwedem” o ludwisarzyku Janie i staroścince Annie rozprawiała.

Wieści w Kłecku szybko się rozchodzą, zatem co prędzej starosta ze zbrojnymi pod dom ludwisarzy biegnie i rzecze w te słowa: - Jeśli raz jeszcze na płochej rozmowie i miłostkach spotkasz się z Anną, córką moją, życie swe stracisz. Takoż rzeczę przy świadkach, do czego mam prawo jako starosta królewskiego Kłecka.

Jan wzruszył tylko ramionami i ani myślał rezygnować z Anny. Nawet plebana kłeckiego przysyłano, że nie godzi się mieszczaninowi ze szlachcianką stany mieszać, nawet posłów arcybiskup posyłał w negocjacje coby dopomogli zakochanych rozdzielić. Na nic jednak słowa i groźby, miłość wieczną jest.

Jan i Anna przyrzekli sobie wierność dozgonną, a na pamiątkę ślubowania wzajemnej wierności wymienili się złotymi obrączkami, bo żaden kapłan w Kłecku ślubu udzielić im nie chciał, a młodzi wszem i wobec obwieścić swoje zaręczyny chcieli. Jednakże los okrutnym i nielitościwym bywa, miłości zrozumieć nie chce, przez co starostę kłeckiego w zaślepienie i furię pchnął. Gdy Jan w pracowni odlewał wielki dzwon dla kłeckiej fary do jego warsztatu wtargnął królewski starosta z uzbrojoną strażą. Młodzieniec ratunku już nie miał. Wściekły ojciec Anny kazał żywcem wrzucić młodzieńca do wrzącej kadzi, gdzie pod wielkim ogniem był rozpuszczony spiż, i patrzeć zebranym na śmierć chłopca, coby przestrogą i naganą być miało dla przyszłych adoratorów. A płynne żelazo, żeby zmarnować się nie miało i procesu sądowego nie było, nakazał okrutny starosta czym prędzej we formę dzwonu wlać.

Po wystygnięciu dzwonu z Jana nawet kosteczki nie zostało, tylko cieniutka smużka złota z obrączki zakochanych oblubieńców w części zwanej: serce.

Gdy dzwon zawieszono na wieżę kłeckiego kościoła, gdy pierwszy raz zabrzmiał, mieszczanie słyszeli tylko wielki płacz, po raz pierwszy dźwięk dzwonu do zadumy tak mocno nakłaniał jakby kataklizm całej ziemi lub wyniszczenie wielkie wróżył, był jak nieludzkie wołanie, szlochanie, zawodzenie i lament. I po dziś dzień ów janowy dzwon w Kłecku bije, jak płacz po niesprawiedliwej śmierci i stracie ukochanej. Ponoć, gdy prześwietna kapituła gnieźnieńska dowiedziała się o tej tragedii za pokutę na kolanach do Częstochowy szła kornie, że jednak miłość młodzianków prawdziwą była i od Boga dana, a świat nie zdołał jej zrozumieć. Anna wkrótce do zakonu wstąpiła.

Gdy zawitasz wędrowcze do Kłecka wsłuchaj się w bicie kościelnych dzwonów, wśród nich jest jeden szczególny. To dzwon zwany Janek. On codziennie płacze po ukochanej. Kto go posłyszy trzy razy, przez dni trzy z rzędu w południe gdy łka, ten szczęście w miłości znajdzie trwałe, tego los okrutnie nigdy nie doświadczy rozłąką.

Dawid Jung


Źródło:

LEGENDY PIASTOWSKIEJ KORONY



O świętej Jolencie i cudzie z rybami

Po odpuście świętego Wojciecha, kłecczanie przybyli na dwór księcia Bolesława Pobożnego ze skargą na zarządcę zamku kłeckiego i jego samowolę. Książę pan, zajęty sprawami rycerskimi, niepierwszy już raz wysłał do Kłecka swoją żonę, świętą Jolentę, którą w Kłecku wszyscy kochali i szanowali, szczególnie biedniejsi mieszczanie, wobec których księżna okazywała przemożną hojność i miłość.

Na miejscu święta Jolenta dowiedziała się, że burgrabia zamku, książęcym prawem, może wyławiać ryby sieciami z wielkiego jeziora kłeckiego, które jest jednym z największych w księstwie, mieszczanie natomiast, także zgodnie z prawem książęcym, mogą łowić ryby, ale tylko z brzegu wędką i z podbierakiem.

Burgrabia korzystał ze swojego prawa codziennie, aż sieciami niemalże całe jezioro z ryb przetrzebił, ubogim kłecczanom nawet nie zostały mizerne płocie, na które musieliby czekać całymi dniami.

Zasmuciła się święta Jolenta, bo bardzo wzruszyły ją łzy wdów i matek, które straciły mężów i synów w ostatniej zbrojnej wyprawie książęcej i tylko łowienie ryb stało się dla nich jedyną szansą przeżycia.

Zamyśliła się święta Jolenta. Nad brzegiem jeziora, wśród licznie zgromadzonych mieszczan i burgrabiego, przyklękła i głośno zaczęła się modlić: „Panie Jezu, Sędzio sprawiedliwy i nieprzekupny, Twojej mądrości powierzam tę książęcą sprawę”. Ledwie skończyła, a już w taflę jeziora runął piorun. Po chwili setki ryb wypłynęło wierzchem ku uciesze mieszczan, którzy z brzegów mogli podbierakami zbierać żywe jeszcze, choć otumanione sumy, liny, szczupaki i węgorze.

Odtąd, póki żyła święta Jolenta, w każdy piątek, na znak Męki Pańskiej, bił od wczesnej wiosny aż do późnej jesieni w głęboką toń kłeckiego jeziora piorun ogłuszający setki ryb.

I żyło się kłecczanom dostatnio dzięki cudowi, który sprawiła im święta Jolenta.

To właśnie wtedy powstało znane w całym kraju przysłowie: „Wielka ryba w Kłecku na każdym zapiecku”.

Dawid Jung

Źródło:

LEGENDY PIASTOWSKIEJ KORONY



O ostatnim kłeckim hejnaliście

Roku Pańskiego 1331 ziemię kłecką łupił ponownie Krzyżak idąc z północy. Część mieszczan uciekła z miasta chroniąc się po polach i leśnych polanach, szukając schronienia wśród kniei, wiedząc jak okrutny jest człowiek zdziczały, udający miłosierdzie, a takowi byli zakonni bracia, których nikt po dziś dzień w mieście i okolicy szanować nie chce, bo kościół drewniany, gród i podgrodzie spalili mordując oraz całość mieszczańskiego dobytku rozkradając.

W owym nieszczęśliwym dla kłecczan czasie niedawno przybyłym do miasta wikarym był Wojtuś, syn Piotra z Pobiedzisk. Wojtuś miał swoją altarię w kaplicy zamkowej i etat hejnalisty miejskiego, z czego był dumny, bo pragnął na przyszłość uzyskać obywatelstwo Kłecka. Jedynym majątkiem jaki posiadał wikary Wojtuś była trąbka miedziana kupiona od wędrownego Żyda na kłeckim jarmarku. Często na niej grał dla załogi zamkowej, aby rycerze z książęcej służby nie smucili się, szczególnie ci przybyli z dalekich księstw, z najodleglejszych krain. A gdy grał pod zamkiem zbierali się także mieszczanie i kupcy z podgrodzia, bo miedziana trąbka była donośna i słyszano ją na wiele mil.

Ale owego dnia, gdy Krzyżacy zaczęli podkładać ogień wdarłszy się do zamku i w przewadze liczebnej zamordowali dwudziestu sześciu kłeckich rycerzy, wikary Wojtuś wbiegł na basztę zamkową i z wieży zaczął grać na miedzianej trąbce, aby rycerzom i mieszczanom dodać odwagi. Tak długo grał, aż żywcem nie zgorzał i nie zawaliły się mury zamkowe. W ten sposób ocalił wiele osób, bo w całej okolicy wiedziano, że sygnał wojenny z miedzianej trąbki oznacza wroga w mieście.

Odtąd zamkowe wzgórze znane było jako Wygorzały Kierz, co znaczy Zarośnięte Pogorzelisko. Gdy odeszli Krzyżacy zabierając złote naczynia, cenne obrazy i książęce wota dla kłeckiego kościoła, który bezlitośnie po rozkradzeniu i zbezczeszczeniu spalili, kłecczanie w gruzach i zgliszczach zamkowych znaleźli wszystkich zabitych obrońców Kłecka, nie odnaleziono tylko ciała wikarego Wojtusia.

Powiadają dobrzy ludzie, że zapewne Anioły z samą Najświętszą Panienką zabrały chłopca do siebie. Nie brakuje też tych, którzy rozgłaszają, że wikary Wojtuś, gdy podczas Dni Ostatecznych zstąpi Światłość Wielka na Ziemię, wstanie z popiołów i oznajmiać będzie na miedzianej trąbce chwałę Niezwyciężonego Boga, a wraz z nim zmartwychwstaną wszyscy kłeccy rycerze. Do dziś dnia w Kłecku nie ma hejnalisty, bo jeśli prawdę ludzie powiadają głos trąbki z najwyższej wieży mógłby przywołać Zastępy Niebieskie.

Źródło:

Dawid Jung - LEGENDY PIASTOWSKIEJ KORONY

O złamanym berle i królewskich diamentach

Razu pewnego król szwedzki, Karol Gustaw, uczynił przemarsz swojej armii ulicami Kłecka. Sam dumnie paradował na przodzie przyozdobiony koroną, berłem i jedwabnym płaszczem wyszywanym złotem, za nim ciągnęło nieprzeliczone wojsko w lśniących zbrojach i pod pełną bronią. Zanim jednak król zdążył wjechać na rynek, szwedzcy kirasjerzy wypędzili z domów wszystkich mieszczan, aby oglądali królewski wjazd jak przystało na zwycięzcę, i aby wiwatowali na jego cześć.

Dumny król z pogardą oglądał mieszczan kłeckich na rynku, głośno także wyśmiewał i drwił z rajców. Gdy tak wyszydzał kłecczan wiercąc się w siodle, nagle odpięło się złote mocowanie i król runął na bruk łamiąc przy tym ozdobne berło wysadzane kilkunastoma drogocennymi diamentami, które odpadły tocząc się po miejskim placu.

Dla kłecczan był to znak, że pycha i potęga szwedzkiego króla, podobnie jak jego sceptrum, zostaną wkrótce złamane. I rzeczywiście, niebawem wszystkich Szwedów wyparto z Rzeczypospolitej, a ich króla pokonano. Powiadają, że w miejscu, gdzie upadł Karol Gustaw na kłeckim rynku, mieszczanie specjalnie wybrali bruk zostawiając tylko gołą ziemię. Jedni twierdzą, że na pamiątkę i przestrogę, inni, że w poszukiwaniu bezcennych diamentów z królewskiego berła, których po dziś dzień wszystkich nie znaleziono.

Szwedzkie diamenty wciąż czekają na znalazcę, wystarczyłby choćby jeden, aby kupić najpiękniejszą na rynku kamienicę kupiecką.

Źródło:

Dawid Jung - LEGENDY PIASTOWSKIEJ KORONY

O cudownej tabakierce

Dawno temu żył w Kłecku chłopiec przezwiskiem Szkot-sierotka. Szkot-sierotka, którego imienia mieszczanie nawet nie byli wstanie poprawnie wymówić, był bardzo biedny, ale pracowity. Zatrudnił się jako czeladnik u najbogatszego kupca kłeckiego marząc, jak każdy na tym świecie, o wielkiej fortunie. Bogaty kupiec był jednak złym człowiekiem, często bił chłopca i przy wszystkich wyszydzał, jednakże Szkot-sierotka nie upadał na duchu codziennie modląc się do świętego Andrzeja, patrona Szkotów, którzy w Kłecku posiadali swoją ulicę.

W ostatni dzień listopada do sklepu bogatego kupca wszedł wędrowny dziad proszalny z tobołeczkiem, odziany tylko w wór pokutny. Już przy wejściu żebraczyna pozdrowił Pana Boga, właścicieli pobłogosławił, a na koniec poprosił tylko o kęs chleba czerstwego i łyk wody, bo z dalekiej podróży idzie do kłeckiego kościoła, by obmyć twarz w świętej chrzcielnicy. Jednak zły kupiec zniesmaczony widokiem i zapachem proszalnego dziada osobiście staruszka wyrzucił na bruk, aż mu się drewniana laska złamała na pół. Szkot-sierotka, który przyglądał się całej sytuacji, zrozumiał w jednej chwili, że jednak są ludzie, którym ciężej się na tym świecie żyje, więc bez zbędnego namysłu podniósł staruszka z ulicy i wyciągnął zza pazuchy swój kawałek chleba, choć wiedział, że była to jego kolacja i aż do śniadania będzie głodny. Staruszek uśmiechnął się tylko, podziękował i na pożegnanie dał dobremu chłopcu podarunek, mówiąc: - Za to, że masz serce złote, dam Ci małe cudeńko, tę oto drewnianą tabakierkę. Jest niepozorna, ale sprawia, że każdy, kto zażyje z niej tabaki mówi prawdę i tylko prawdę, kłamstwa żadnego aż do zachodu słońca nie powie, bo tabakierka ta zrobiona jest z drewna pochodzącego z wiosła świętego Piotra.

Chłopiec podziękował staruszkowi gdy ten odchodził w siną dal, jednakże nie wziął słów dziadka proszalnego na poważnie sądząc, że na starość pewnie pomieszało mu się w głowie, więc schował tabakierkę pod łózko i szybko o niej zapomniał.

I zdarzyło się razu pewnego nieszczęście. Szkot-sierotka zapatrzył się na piękną córkę bogatego kupca i przez nieuwagę rozsypał woreczek z tabaką na podłogę sklepu. Bogaty kupiec najpierw kijem zbił chłopca, a później w gniewie nakrzyczał, że już do końca życia tę tabakę będzie odpracowywał, bo to najdroższy w mieście towar. Chłopiec posprzątał sklep i tak jak nakazał skąpy kupiec, z powrotem włożył zmiecioną z podłogi tabakę do woreczka. Została mu w dłoni tylko garść tabakowych paprochów, więc włożył je do swojej drewnianej tabakierki. I znowu schował tabakierkę pod łóżku, i znowu szybko o niej zapomniał.

I zdarzyło się razu pewnego kolejne nieszczęście. Do sklepu kupca zawitał kłecki starosta, by kupić najdroższą tabakę. Bogaty kupiec zaczyna lamentować, że już się właśnie skończyła tabaka, że to z winy Szkota-sierotki, który prawie cały towar zmarnował i należy go oddać za to katu. Starosta popatrzył tylko na chłopca i rzekł rozgniewany: - Jeśli za chwilę nie zażyję tabaki, każę cię miejskiemu katu poćwiartować, zrozumiałeś? 
- Tak, panie – odpowiedział drżącym głosem chłopiec i pobiegł natychmiast po swoją tabakierkę, z której poczęstował kłeckiego starostę.

Starosta skosztował tabaki i zaczyna z zachwytu prawie śpiewać: - Chłopcze, to najwspanialsza tabaka, jaką w życiu zażywałem, słowo honoru, mości panku! Bo ja tak naprawdę, mości panku, nie lubię tabaki, wręcz nie znoszę, mości panku, biorę ją, bo inaczej nie miałbym w Kłecku, mości panku, poważania. Zresztą, chłopcze, mości panku, gdyby wszyscy dowiedzieli się, że ich okradam z podatków a królowi płacę grosze, to dopiero byłaby, mości panku, sprawa dla kata!

I cały zaczerwienił się starosta zakrywając dłońmi usta, bo powiedział pierwszy chyba raz w życiu prawdę, więc czym prędzej czmychnął ze sklepu uciekając do swojego dworu. Zdziwił się bogaty kupiec i jego piękna córka, a wtedy Szkot-sierotka przypomniał sobie słowa staruszka o cudownej tabakierce. Jeszcze tej samej nocy chłopiec postanowił uciec z Kłecka zabierając swój skarb.

Mijały lata. Bogaty kupiec stał się jeszcze bogatszy, piękna córka kupca stała się jeszcze piękniejsza. I zdarzyło się razu pewnego kolejne nieszczęście. Do miasta zawitał najsurowszy sędzia w królestwie, którego wszyscy się bali, bo zawsze potrafił dociec prawdy. Sędzia królewskiego trybunału kazał zwołać wszystkich mieszczan na rynku i przemówił: - Nie poznajecie mnie, kłecczanie, a byłem przez wiele lat jednym z was. Teraz, w tym stroju ze złota i królewską pieczęcią sprawiedliwości nie dostrzegacie we mnie chłopca, którego zwaliście Szkot-sierotka. Przybyłem zatem osądzić krzywdy moje, które przed laty mi wyrządziliście. Kto był dobry, temu dobrem odpłacę, kto zły, temu sprezentuję miecz na kark.

Wielkie poruszenie wśród mieszczan, dygotać ze strachu zaczyna bogaty kupiec i starosta. Padają więc nieszczęśnicy do kolan sędziego prosząc o litość, ten jednak im odpowiada: - Kupcze, nie pamiętasz jak codziennie twój kij lądował na moim grzbiecie? Jak codziennie przemywałem swoje sińce zimną wodą? Jak okradałeś mnie z moich uczciwie zarobionych pieniędzy? Jak skąpiłeś jadła i obciążałeś pracą ponad siły? Jak katu chciałeś mnie oddać za garść tabaki? A ty, starosto, nie pamiętasz jak także chciałeś oddać mnie katu na poćwiartowanie za tę samą garść tabaki? Jak okradałeś mieszczan z podatków i jakie grosze oddawałeś królowi? Teraz bratki nastała chwila prawdy, sprawiedliwość jednak zatryumfuje! - krzyczał królewski sędzia, którego wcześniej wszyscy znali jako Szkota-sierotkę.

- Sędzio – wtem odezwał się ktoś z tłumu – jest większy tryumf niż sprawiedliwość!
- Kto śmie podważać mój sędziowski majestat! Osądzam z mocy króla, jeszcze nigdy nie wydałem niesprawiedliwego wyroku! Gdy przesłuchuję, każdy mówi prawdę, i to nie na torturach! – mówił wzburzony sędzia.

- Sędzio, powtarzam, jest większy tryumf niż sprawiedliwość, okazanie miłosierdzia jest jeszcze większym tryumfem! 
- Niech podejdzie tutaj ten, kto ma czelność mi się sprzeciwiać – powiedział surowo sędzia.

Jakież było jego zdziwienie, gdy podszedł do niego ten sam proszalny dziadek, co przed laty, nie zmieniony nic a nic, ta sama twarz, ten sam tobołeczek, pokutny wór i laska, bez śladu złamania. Staruszek przytulił sędziego i szepnął mu na ucho: - Już czas oddać tabakierkę, inny chłopiec, na drugim końcu świata potrzebuje jej bardziej od ciebie. Już ci nie jest potrzebna, jesteś sprawiedliwym sędzią bez tej tabakierki.

I rozpłakał się sędzia, bo popełniłby największy błąd swojego życia gdyby poddał się żądzy zemsty. Otrzymał więc staruszek tabakierkę, z której sprawiedliwy sędzia wcześniej częstował każdego przesłuchiwanego, czy oskarżony, czy pozwany, każdy musiał zażyć tabaki z cudownej tabakierki i aż do zachodu słońca mówił prawdę. Przez wiele lat nikt nie domyślił się tego sekretu.

Bogaty kupiec naprawił swoje błędy, przeprosił królewskiego sędziego i dał mu rękę swojej pięknej córki, która od dawna podkochiwała się w młodzieńcu. Tak samo starosta, aby naprawić swoje błędy, wybudował kłecczanom kamienny most na rzece, który jednak długo nie stał, bo go powódź wielka zabrała, co zaczęto tłumaczyć, iż sam Pan Bóg karę wymierzył.

Szkot-sierotka został już na stałe w Kłecku, gdzie pełnił najwyższy urząd sędziowski i założył cech tabaczny dla wtajemniczonych, sprawiedliwych i mądrych mieszczan, który mieścił się na terenie dawnej parceli braci templariuszy. I po dziś dzień krąży po okolicy hymn cechowy złożony z dwunastu zwrotek na pamiątkę dwunastu apostołów zaczynający się od słów: Jest to ta tabaka, co ją każdy chwali...

Powiadają także, że owym dziadkiem proszalnym był sam święty Andrzej, i że cały czas chodzi po ziemi szukając dobrych ludzi, których mógłby obdarować cudowną tabakierką. Potomkowie cechu tabacznego wciąż na niego w Kłecku czekają.

Źródło:

Dawid Jung - LEGENDY PIASTOWSKIEJ KORONY

Aplikacje dla turysty dla zabytku

Stwórz aplikacje „Dodaj alert” dla tego zabytku:

Stwórz aplikacje dla turysty

Podgląd wygenerowanej aplikacji

Ładuję podgląd widgetu…
Wystąpił błąd podczas ładowania poglądu.

Wygenerowany kod do wstawienia na stronę

To jest gotowy kod do wstawienia na stronę, wygenerowany dla wybranego przez Ciebie zabytku. Wystarczy go skopiować i umieścić w odpowiednim miejscu na Twojej stronie.

Tagi, kategorie

Kategorie: militarny

Alerty

Zgłoszone alerty nienaprawione

  • Cały obszar na którym znajdował się kłecki gród oraz podgrodzie, a także odkryta w tym roku osada są niszczone przez tzw. poszukiwaczy skarbów, którzy przekopują ten teren poszukując głównie monet - prawdopodobnie z dużym sukcesem. Skarby te zamiast znaleźć się w muzeum trafiają w niepowołane ręce.

zgłoś, że zabytek nie istnieje

Ważne daty

Wpisz najważniejsze daty z historii obiektu wraz z krótkim opisem.

Dokumenty
urzędowe

Dysponujesz dokumentacją, którą możesz legalnie udostępnić innym?
Załącz pliki tutaj.

Twórcy profilu

  • Bartosz Borowiak
  • Łowca legend

Otwarte Zabytki to projekt prowadzony przez Centrum Cyfrowe Projekt: Polska.

Centrum Cyfrowe Projekt: Polska, ul. Andersa 29, 00-159 Warszawa

Projekt finansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Muzeum Historii Polski w ramach konkursu Patriotyzm Jutra, ze środków finansowych otrzymanych od Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu na realizację zadania „Współpraca z Polonią i Polakami” za granicą, ze środków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, ze środków Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej oraz ze środków CEE Trust.

Patron
Narodowy Instytut Dziedzictwa Dojrz@łość w sieci
Patroni medialni
Histmag Szkoła z klasą 2.0 Amerykański Portal Polaków
Partner merytoryczny
Towarzystwo Inicjatyw Twórczych Fundacja Rowzoju Społeczeństwa Informacyjnego PTTK Ośrodek Karta Projekt Polska Fundacja Orange MyViMu.com - Moje Wirtualne Muzeum Centrum Edukacji Obywatelskiej HISTORIA.org.pl Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze Zamki Gotyckie
Grantodawcy
Muzeum Historii Polski Patriotyzm Jutra Ministerstwo Spraw Zagranicznych CEE TRUST - Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego